„Nie zajmujemy się Bogiem” (We don’t do God)

„Nie zajmujemy się Bogiem” (We don’t do God)

 Religia staje się coraz bardziej obecna w europejskiej polityce. „Powstaje europejski odpowiednik „religijnej prawicy” rodem ze Stanów Zjednoczonych”, przekonuje Sophie in ‘t Veld, członkini Parlamentu Europejskiego. In ‘t Veld jest holenderską eurodeputowaną z ramienia partii D66 (frakcja ALDE). Jest również przewodniczącą EPPSP (European Parliamentary Platform for Secularism in Politics), Platformy Parlamentu Europejskiego ds. Świeckości w Polityce.

 Pod silnymi naciskami lobby religijnego Komisja Europejska nie odważyła się początkowo wystąpić z dyrektywą, która umożliwiłaby zwalczanie dyskryminacji osób homoseksualnych.

„Nie zajmujemy się Bogiem” – tak odpowiedział spin doctor Alistair Campbell na pytanie dziennikarza o chrześcijańskie wyznanie ówczesnego brytyjskiego premiera, Tony’ego Blaira. Ale pytanie o rolę religii w polityce europejskiej jest nadal niezwykle aktualne.

Wraz z powstawaniem państw narodowych rozdział pomiędzy kościołem a państwem stał się faktem, a w latach sześćdziesiątych ostatecznie skończono z dławiącą ingerencją kościoła w sprawy państwa. Od tamtej pory żyjemy w nowoczesnym, świeckim społeczeństwie, w którym religia należy do ściśle prywatnej sfery życia obywateli. Wydaje się, że kwestia ta została zamknięta. A może jednak nie?

Wolność wyznania stanowi jedną z podstaw naszej demokracji. W minionych wiekach automatycznie uznawano, że ludność danego kraju wyznaje religię jego władcy i wielu ludzi było prześladowanych z powodu swojej wiary. Na szczęście te czasy już się skończyły. Ścisły rozdział pomiędzy państwem a kościołem jest niezbywalnym warunkiem do zagwarantowania rzeczywistej wolności wyznania.

Europa jest najczęściej postrzegana jako najbardziej zsekularyzowany kontynent na świecie. Jednak w niewielu krajach Unii Europejskiej istnieje całkowity rozdział państwa i kościoła. W wielu krajach do dziś dnia odczuwalne jest jeszcze dawne uwikłanie władzy kościelnej ze świecką. W Wielkiej Brytanii głowa państwa jest jednocześnie głową kościoła, a duchowni zasiadają w tamtejszym parlamencie. W Finlandii i Danii istnieje nadal wyznanie państwowe, a w Grecji kościół prawosławny do niedawna prowadził urząd stanu cywilnego. Kościoły wszędzie mają znaczną kontrolę nad edukacją, sektorem opiekuńczo-leczniczym i mediami. Posiadają formalną i nieformalną uprzywilejowaną pozycję względem prawa, której czasem nadużywają odmawiając świadczenia takich usług publicznych jak aborcja, czy zawieranie małżeństw homoseksualnych, lub też unikając poddania się władzy świeckiej, jak w przypadkach molestowania dzieci.

Europejczycy nie darzą wprawdzie zaufaniem przywódców politycznych, którzy zbytnio obnoszą się publicznie ze swoją wiarą (podczas gdy na ironię w USA niemal nie do pomyślenia byłby prezydent ateista), ale kościoły i tak mają większy wpływ na politykę, niż się to wielu ludziom wydaje. Watykan cieszy się specjalną pozycją dzięki swojej mocno scentralizowanej organizacji i statusowi odrębnego państwa.

Polityczny wpływ kościoła zwiększa się również w instytucjach UE, choć Unia została stworzona jako w pełni świecki projekt. W Traktacie lizbońskim zawarto artykuł 17 dotyczący dialogu instytucji UE z kościołem. Wykorzystano to do stworzenia dorocznego „szczytu” przywódców religijnych i liderów wspomnianych instytucji, przy czym w większości pominięto organizacje świeckie. Przewodniczący Komisji Barroso i przewodniczący Rady Van Rompuy zatrudniają specjalnych urzędników wyższego szczebla, zajmujących się relacjami z kościołami. Unia Europejska ma nawiązane oficjalne stosunki dyplomatyczne z Watykanem, a Konferencja Biskupów Katolickich jest jedną z najsilniejszych grup lobbystycznych w Brukseli.

Również inne religie posiadają swoich przedstawicieli w Brukseli, lecz nie mają one tak dużych wpływów jak kościół rzymskokatolicki. Jednak nie można ignorować ich wspólnego wpływu. Oprócz tego kościoły wywierają nacisk z ambony, w razie konieczności grożąc ekskomuniką, jeżeli politycy przyjmują punkt widzenia niezgodny z oficjalną doktryną danej religii. Religia staje się coraz bardziej obecna w europejskiej polityce. Chodzi tu przede wszystkim o najbardziej konserwatywne siły, gdyż lobby ruchów laickich i postępowych formacji religijnych z trudem znajdują posłuchanie. Powstaje europejski odpowiednik „religijnej prawicy” istniejącej w Stanach Zjednoczonych.

Podnoszone kwestie w zasadzie są takie same, jak w dyskusjach na poziomie narodowym, jakie miały miejsce w ubiegłych dekadach. Do zderzenia pomiędzy prawem boskim i świeckimi przepisami dochodzi dość jednostronnie, w dziedzinach takich jak prawo rodzinne, sfera seksualności i rozrodczość. Rzadko dochodzi do fundamentalnych konfliktów w zakresie, dajmy na to polityki transportowej czy przemysłowej. Najczęściej dotyczą one praw kobiet, homoseksualistów oraz rozrodczości i opieki zdrowotnej (np. antykoncepcji, aborcji, stosowania prezerwatyw czy zapłodnienia in vitro). Problemem staje się też wolność wypowiedzi, co zazwyczaj przybiera formę konfliktu prawa przeciwko bluźnierstwom. Wolność wyznania jest często interpretowana jako zbiorowe prawo danej religii do uchylania się od obowiązującego prawa, zwłaszcza europejskich praw podstawowych.

Lobby religijne agitują na przykład ostro przeciw szeroko zakrojonej europejskiej dyrektywie przeciwdziałającej dyskryminacji, która jest obecnie w przygotowaniu. Pod silnymi naciskami religijnych lobby Komisja Europejska nie odważyła się początkowo wystąpić z dyrektywą, która umożliwiłaby zwalczanie dyskryminacji osób homoseksualnych. Powołując się na wolność wyznania lobby te zastrzegają dla siebie wyjątki od stosowania zakazu dyskryminacji, m. in. w zakresie odmiennego traktowania osób homoseksualnych lub też prawa szkół wyznaniowych do praktykowania dyskryminacji. W ten sposób praktyki dyskryminowania zostają de facto utrwalone, podczas gdy to właśnie zasada równości jest jednym z filarów zjednoczonej Europy.

Komisja Europejska z trudem ośmiela się podejmować działania, gdy państwa członkowskie, powołując się na wolność wyznania, depczą podstawowe prawa Unii Europejskiej. Jako przykład może służyć Litwa, gdzie przyjęto ustawę zakazującą „promowania homoseksualizmu”, przez co środowiska gejowsko-lesbijskie zostały skutecznie zepchnięte na margines. Również obecna kontrowersyjna ustawa medialna wprowadzona na Węgrzech zawiera zapis, który stanowi, że media muszą traktować z szacunkiem instytucję małżeństwa i rodziny, przy czym rząd chce ustawowo zaznaczyć, że małżeństwo jest rozumiane wyłącznie jako związek mężczyzny i kobiety. Nowy węgierski organ nadzorczy mediów zakwalifikował już przejawy homoseksualizmu jako sprzeczne z normami a więc potencjalnie karalne w myśl nowej ustawy. Tego rodzaju dyskryminacja stoi w ewidentnej sprzeczności z zakazem dyskryminacji zawartym w traktatach UE.

W odniesieniu do prawodawstwa dotyczącego azylu i imigracji religijne lobby żarliwie walczą o konserwatywną definicję „rodziny” na potrzeby „łączenia rodzin”, czy też występują przeciw uznaniu orientacji seksualnej jako przyczyny do ubiegania się o azyl.

Również walka z HIV/AIDS czy zmniejszenie śmiertelności kobiet w połogu stanowią cel dla religijnych lobby, które dążą do narzucenia ich własnych norm etycznych w dziedzinie seksualności, jak w przypadku zakazu stosowania prezerwatyw.

Jest to nadużycie wolności wyznania. Wolność wyznania miała na celu ochronę jednostki przed prześladowaniem i presją ze strony reżimu jednej religii. Religie nie ustalają, gdzie leżą granice praw podstawowych. Prawa podstawowe Unii Europejskiej są obecnie coraz częściej realizowane w prawodawstwie. Nie do przyjęcia jest sytuacja, gdy prawa są tworzone jednostronnie, przy uwzględnieniu wyłącznie ściśle religijnej moralności. Najwyższy czas mocno podkreślić laicki charakter europejskiego projektu, jakim jest UE. Europa nie zajmuje się Bogiem.

Być może nadszedł czas, aby zastąpić pojęcie „wolności wyznania” wolnością światopoglądu lub sumienia, prawem jednostki, na które będzie się mogło powołać 500 milionów Europejczyków, niezależnie od tego, jak bardzo są różnorodni.